21 listopada 2017

Twoje myśli powinny być moimi myślami.

Moje myśli nie powinny w ogóle nigdy się narodzić.

Powinnam myśleć tak światło i twórczo jak Ty.

Powinnam się wstydzić za to, że daje prawo moim myślom zaistnieć.

No i emocje.

Moje są na pewno w złym czasie i w złym miejscu. Twoje są głębsze, bardziej wzniosłe, bardziej adekwatne.

Do takich wniosków doszłam dzisiaj. Generalnie wszystko sprowadza się do tego, że znów jestem gorsza. Nienawidzę tego.

A może właśnie chodzi o to, że nie musi tak być.

Pewnie, że mam problem z tym, że nie doceniam tego, co mam, że ścigam się w życiem, że ciągle uważam, że mało i mało. Ale może właśnie mi chodzi o to żebym nie myślała i nie czuła. Może chodzi mi o to, że jedyne czego chcę to zastanawiać się kiedy coś zdjęć, jak się ubrać żeby nie zmarznąć, kiedy się wykąpać, cieszyć się, że przestało bujać. I wszystko to okraszać przepięknymi widokami i cudnym klimatem

I to nie jest zły sens. To nie jest gorsze albo niewłaściwe. To jest moje i to jest dobre.

4 września 2017

Myślałam, że w tym wieku pewne słowa nie zapadają się już w człowieku tak głęboko, a już na pewno nie atakują podświadomie z półobrotu. Myślałam, że nie sączą jadu do ucha w trakcie snu i nie ściskają serca do utraty tchu. Tak po prostu, bo to taki wiek, jakby to cokolwiek tłumaczyło w rzeczywistości.

Okazało się, że zakorzeniły się u mnie głęboko, jednak zdawać sobie z tego sprawę zaczęłam dopiero wczoraj. Już dawałam sobie radę z krytycznymi uwagami, umiałam dostrzec ich sens, nawet się już bardzo nie obrażałam i nagle booooom !!!

Co jest, kurde ? O co mi chodzi ? Nie rozumiem !?

W końcu zrozumiałam.

Moje poczucie wartości zostało kolejny raz nadszarpnięte. Dałam sobie zrobić dziurę w moim poczuciu że jestem coś warta. Ciekawe, że jedno zdanie, jedna moja reakcja to spowodowały. Klapa dopełniła sprawy. Śmieszne jak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jedna mała rzecz w nas utknęła i jak nowotwór za chwilę zacznie się rozpełzać po żywym ciele i zaogniać rany, jeszcze nie zagojone. Zadziwiające jak jedno zachowanie staje się symbolem życia.

Od tamtej chwili jestem bardziej czujna, mniej spontaniczna, bardziej kontrolująca i jednocześnie częściej leci mi wszystko z rąk.

Wydawało mi się, że złość przez zazdrość. Chyba nie, złość przez poczucie niższości. Daję się prowadzić jak baran na rzeź i to mnie wyprowadziło z równowagi. Kiedy ktoś mnie potrąci na chodniku lub będzie się chciał mną wysłużyć, to jest ta chwila, kiedy nienawidzę siebie i tej osoby.

Wracam wtedy myślami i emocjami do tych ciężkich czasów, kiedy za jedno spojrzenie, uśmiech, gest czy słowo mogłam poświęcić wszystko. Tak byłam wtedy spragniona, tak nie potrafiłam siebie docenić, ukształtować, poznać, że wydawało mi się, że istnieję, gdy mnie nie ma, gdy oddaję siebie innym.

Nienawidzę tego, że mnie to spotkało. Nikt nie powinien czuć się nikim.

Jak wychować dziecko żeby było sobą i było szczęśliwe ?

Czasem zastygam. Staję się jak mumia – niby widzę, słyszę, ale nic nie myślę i nie jestem w stanie się ruszyć. Nie przychodzi mi nawet wtedy do głowy taka myśl, że mogłabym się ruszyć. Nie panuję nad tym. Później zostaje tylko gorzki smak, że brak mi obrotności, że jednocześnie tyle od ludzi czerpię i tak bardzo moje myśli o nich potrafią mnie sparaliżować.

We wszystkim co mnie ostatnio spotyka dostrzegam sens i piękno. W końcu zaczęłam brać od życia lekcje, uczyć się ich i wyciągać wnioski. Za nami potężna przygoda, z której nie żałuję ani chwil, choć pewnie będą dwie konsekwencje, których wolałabym nigdy nie ponosić.

Było zjawisko na tym końcu świata. Chwila refleksji nad hardym charakterem ludzi i potęgą przyrody. Świat jest niezwykle ciekawy. Ludzie są malutcy w porównaniu do wulkany, lawy, kry czy góry lodowej. Warto żeby o tym pamiętali. Ludzie jako nieustające źródło ludzkich inspiracji.

28 lipca 2017

Od ponad dwóch tygodni mam 30 lat na karku.

Ja to zwykle bywa o tej porze roku, przeglądam okołourodzinowe wpisy sprzed kilku lat i zastanawiam się.

Wniosek 1: jak ja się przez te wszystkie lata nienawidziłam

Wniosek 2: nadal mam o sobie niskie mniemanie

Wniosek 3: zmieniam się.

Przy wniosku 3 chciałabym się chwilę pochylić.

Zmieniam się jako człowiek, ale też jako kobieta.

Nigdy wcześniej nie rozdzielałam tak mocno bycia człowiekiem od bycia kobietą. Widziałam dzisiaj w autobusie młodszą do siebie dziewczynę i była tak do mnie, tej sprzed 10 lat, podobna w ruchach ciała. Wtedy to był chyba jedyny zasób jaki miałam, jedyna wartość. Nie umiałam odkryć wtedy niczego innego.

Teraz chcę ludziom imponować inaczej.

Jakiś czas temu pojawiła się w głowie myśl i ona kiełkuje.

Czuję, że potrzebuję czegoś czemu mogłabym się oddać. Nie chodzi mi tu o żadną religię. Bóg, bóstwa i bożkowie mnie nie pociągają. Nie chcę czegoś z zewnątrz. Nie jarają mnie też filozofie na zasadzie: ciesz się z tego, co masz, dostrzegaj piękno  w każdym kogo spotkasz. Nie po drodze mi z tym, nie pasuje to do mnie. Chyba poszukuję harmonii w sobie, ale bez odnoszenia się do czegoś wyższego.

Włączyła mi się potrzeba poznawania siebie, swojego ciała, cyklu, rytmu, umysłu. Z tym ostatnim, jak wiadomo, będzie najtrudniej.  Chciałabym odnaleźć harmonię, wsłuchać się w siebie.

Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem tworzenia czegoś od siebie i dawania tego innym, ale najpierw muszę lepiej poznać siebie.

Z tym wiąże się kolejna myśl.

Jestem pełna szacunku i podziwu dla ludzi, którzy się odważyli i już dają siebie innym. Ich napędza coś innego niż mnie, widzę, że całkiem dobrze ich napędza bo są w moim wieku i od dawna tworzą coś swojego. Mnie ta siła nie pchnie, ale każdy musi znaleźć swój pęd. Jako kobieta chciałabym dać coś kobietom, dzielić się z nimi i uczyć się do nich, może mogę dać coś mężczyznom ?

Czuję też, że mogłabym zawiązać romans z tradycją Zawsze myślałam, ze jestem w stanie odciąć się do korzeni i funkcjonować bez nich, jednak ostatnio towarzyszy mi uczucie, że muszę się gdzieś osadzić.

Piszę to i mam świadomość bałaganu w swoim życiu, niewyjaśnionych spraw i niedopowiedzianych słów, słabych relacji, żalu i złości. Kusi żeby to przeskoczyć, nie zajmować się, nie poświęcać temu uwagi ale wtedy wyszłabym na hipokrytkę. To wszystko jeszcze na mnie czeka.

Jedyne co mnie martwi, to fakt, że mniej się złoszczę, co jest paradoksem, ponieważ złość, to jest moja siła napędowa. Bez niej tracę energię i motywację. Złości mnie to w dwójnasób: bez złości nie mam motywacji, a gdy się złoszczę, to źle się czuję. Muszę odnaleźć motywację, gdzie indziej.

Kiełkują też zalążki nowej potrzeby, jednak nadal wizja 9 miesięcy przeraża mnie bardziej niż całe życie odpowiedzialności. Kolejny absurd.

4 lipca 2017

Jestem zmęczona.

Czuję, że składam się ze zmęczenia i supłów.

Czuję, ze jestem zmęczeniem.

Czy można się jakoś pozbyć tego chronicznego poczucia, że usnę byle gdzie, o jakiekolwiek godzinie i w byle jakiej pozycji?

Ludzie mówią: odpocznij. Ja się pytam: jak mam to zrobić ?

Nie umiem odpoczywać, ale jak nie odpocznę, to padnę na twarz. Jak padam na ryj, to umykają mi pewne rzeczy. Czytam nadal książki, jednak straciłam zapał do szukania, poszukiwania, odkrywania, smakowania. Chciałabym to odzyskać, ale już bez szaleństwa pod tytułem: więcej, bardziej, mocniej. Powoli, spokojnie, przebrać, wybrać, dobrać i zażyć.

Jedziemy, na razie na 4 dni. Mam nadzieję, że podładujemy baterie bo człowiek by chciał, tylko siły brak.

Coś się stało z motywacją. Nie ma czy już mi nie zależy mi tak bardzo ? Jestem słaba czy znalazłam inne priorytety ? Jestem bliżej celu czy jeszcze bardziej się od niego oddaliłam ?

Tak mało pewnych odpowiedzi.

Nadal szukam.

28 czerwca 2017

Dziwne, że nie poczułam potrzeby napisania tego tutaj. Dzisiaj jestem tu w zasadzie przez przypadek. A może nie ma przypadków. Wszystko ma znaczenie ?

Chyba chciałam to pominąć. Okazało się, że stagnacja absolutnie nie jest mi obca. Potrafię tak zamarznąć, że tylko bije mi serce i oddycham. Okazało się, że potrafię mieć totalna pustkę w głowie i nie poruszyć się przez długą chwilę.

Dokonało się. Jestem żoną.

Tylko ta siła wyższa wie w jak trudnych okolicznościach przyszło nam to ogarnąć. Szczególnie dla niego, dla mnie, dla nas. Sytuacja tak absurdalna, fikcyjna, że mam wrażenie, że to tylko koszmar. Niestety, jest bardzo prawdziwa i realna.

Jest tak prawdziwa i straszna, że tym bardziej dotkliwa.

Dalej czuję się jak w koszmarze. Codziennie jest dobrze, ale przychodzi taki dzień, taka minuta, chwila, że nie chce mi się wstawać, że nie chce mi się wracać do domu.

Nie chcę być.

4 kwietnia 2017

Wiele zapominam.

Zbyt wiele.

14 stycznia 2017

Kupno nowego komputera aż zmotywowało mnie żeby się tu pojawić.

Piszę od 15 lat. Przed chwilą to policzyłam, nie jestem pewna, ale bardzo możliwe, że towarzyszy mi to już przez połowę mojego życia.

Gdyby nie to, gdyby nie umiejętność przelania w słowa tego co czuję i myślę, wydaje mi się, nie, wiem, jestem pewna, że oszalałabym. Czasem tylko pisanie trzymało mnie przy cienkiej granicy rozsądku. Nie potrafię sobie wyobrazić jak bym sobie pomagała, gdybym nie pisała.

Bardzo omijałam podsumowania i postanowienia noworoczne.

Nie wierzę w nie. W nowy rok weszłam z wkurwem, więc gdyby wierzyć starodawnej tradycji, to cały rok byłby nieźle irytujący. Podchodzę raczej na chłodno. W każdej chwili mogę coś zmienić, w każdej sekundzie mogę postanowić coś nowego. Nie potrzebuję do tego 1 stycznia, poniedziałków czy każdego pierwszego kolejnego miesiąca. Daje to swoistą wolność i niezależność, ale też zostawia mniej złudzeń – to ja, we mnie są problemy i 1 stycznia ich sam, z jakaś cudowną magiczną mocą nie rozwiąże.

Zeszły rok minął pod hasłem samowiedzy. Trudne to, wnioski mało optymistyczne, brak prognoz. Nigdy nie dowiedziałam się o sobie tyle, w tak krótkim czasie tak jak w tym roku. Wiedza tajemna, obciążająca. Trzymam ją jak gorący węgielek. Mały, ale skubaniec tak parzy, że mam ochotę go wyrzucić. Nie mogę, muszę czymś ogrzać pokój, więc trzymam, przekładam z ręki do ręki, chucham i dmucham na niego i nie wypuszczam.

Z zeszłego roku przeszło jedno wydarzenie, co daje nam 3 gigantyczne przedsięwzięcia – remont, ślub, Grenlandia. Do tego należy dopisać kilka mniejszych i daje to olbrzym wycisk emocjonalny i finansowy. Mam nadzieję, że jakoś to przetrwam.

Było też kilka strat, jedne ważne drugie mniej. Są też te najważniejsze. Będzie też kilka strat.

Dzisiaj, od kilku dni, czuję się rozlazła, przelewam się, tracę formę i przeszkadza mi to. Muszę kilka rzeczy ogarnąć. Uczę się też odpuszczać, ale nie do końca wiem, co odpuścić a co nie. Czuję, że czasem jest to ponad mnie i mam wyrzuty sumienia.

2017.

Naprawdę, to już z 15 lat.

Jak ten czas leci.

Aha, i  w tym roku będę mieć 3 z przodu. Czy to coś zmieni ?

7 października 2016

Nie wracam zbyt często do tego, co było na zgrupowaniu, fakt.

Kiedy, jednak już wrócę, to po co to robię? Wydawało mi się, że po to żeby zobaczyć czy wzbudza to jeszcze we mnie takie emocje. Okazuje się, że już nie. Czy oswoiłam się już z tą myślą, czy ona we mnie pracuje ? Pewnie tak, choć dzisiaj natchnęła mnie taka myśl…

Działa niezawodna pamięć. Moja ratowniczka, nigdy mnie nie zawiedzie. Po prostu zapominam.

Czy czuję ulgę, że już pamiętam słabiej ?

Nie.

Ja robię ten eksperyment bo chcę to poczuć jeszcze raz, z taką mocą i siłą. Chcę żeby mnie o znów przywaliło. Chcę znów poczuć siebie na 200%.

Generalnie czuję się przyblokowana, nie dopuszczam siebie do siebie. Dużo myślę o sobie, ale blokuję emocje z tym związane. Tamto uczucie było orzeźwiające w swej ciężkości.

28 września 2016

Używam słowa „bardzo samokrytyczna” choć zawsze mam na końcu języka „uprawiam zawzięte samobiczowanie”. Ciekawe, dlaczego nie nazywam tego tak przy ludziach. Może zbyt ostro, może chcę sobie zostawić drogę odwrotu? Ciekawe, że nic tu nie napisałam po przyjeździe. W końcu to, co tu napiszę zaczyna istnieć. Może nie chcę żeby to zaistniało? Nie wracam też do tego zbyt często pamięcią. Zatem… Mimo tego, że ludzie dają mi wiele wsparcia, więc muszę być tego warta, to ja siebie nie potrafię przytulić, gdyż uważam, że nie zasługuję na bycie przytuloną.

Poszło.

Wiedziałam, że tak jest, ale przyznanie się do tego przed obcymi ludźmi było…

No właśnie, jakie? Czułam się jakby orzywaliła mnie lawina kamieni. Nie ma oddechu, nie ma przestrzeni, to już koniec. Z drugiej strony było to oczyszczające i wyzwalające. Jak Feniks z popiołów.

Poczułam, że nazwanie czegoś i wypowiedzenie tego na głos naprawdę przynosi ulgę. Nie mam pojęcia co z tym zrobić, ale już czuję się silniejsza.

Niestety, mam żal i nie potrafię, nie chcę go skrywać.

Matka.

Mam też lęk, kogoś stracę. Jeśli tak ma być, to niech będzie, ale jeśli to tylko moja wina, to nie wybaczę sobie tego. Muszę działać.

28 lipca 2016

Czasem przeglądam tego bloga. Wertuję stare wpisy i niezmiennie przewijają się dwa wątki.

Zawsze chciałam być kimś innym i przez cały czas lękam się, że coś mi ucieknie, że nie jestem w stanie zgromadzić wielu doświadczeń, że będę tylko biernym obserwatorem. Całe życie boję się, że będę żałować tych wszystkich chwil, w których nie wzięłam udziału, bardziej niż tych złych konsekwencji, które musiałam ponieść, gdy coś zrobiłam źle.

Całę życie ważne jest dla mnie działanie, choć nie działam. Ten paradoks mnie męczy i nie daje żyć. Czasem powoduje, że czuję się jak w pokoju ze szklanymi ścianami. Widzę wszystko, ale nikt mnie nie słyszy, nikt nie zwraca na mnie uwagi, choć widać mnie przez przeźroczyste szyby. Nikt nie dzieli się ze mną swoimi przeżyciami i ja nie mogę na nikogo wpłynąć.

Ale przecież nie wpływam na nikogo w sposób istotny. Tego też zawsze chciałam. Chciałam żeby ktoś za mną tęsknił i żałował, że nie mam dla niego czasu. Majaki niskiej samooceny. Takie marzenia miała nastoletnia Marta.

Teraz wystarczy mi, że wpływam na jedno, dwie, może trzy osoby. Nauczyłam się, że ludzie są różni, ale są też tacy, którzy mają życie podobne do mojego. Czasem to pomaga.


  • RSS