4 kwietnia 2017

Wiele zapominam.

Zbyt wiele.

14 stycznia 2017

Kupno nowego komputera aż zmotywowało mnie żeby się tu pojawić.

Piszę od 15 lat. Przed chwilą to policzyłam, nie jestem pewna, ale bardzo możliwe, że towarzyszy mi to już przez połowę mojego życia.

Gdyby nie to, gdyby nie umiejętność przelania w słowa tego co czuję i myślę, wydaje mi się, nie, wiem, jestem pewna, że oszalałabym. Czasem tylko pisanie trzymało mnie przy cienkiej granicy rozsądku. Nie potrafię sobie wyobrazić jak bym sobie pomagała, gdybym nie pisała.

Bardzo omijałam podsumowania i postanowienia noworoczne.

Nie wierzę w nie. W nowy rok weszłam z wkurwem, więc gdyby wierzyć starodawnej tradycji, to cały rok byłby nieźle irytujący. Podchodzę raczej na chłodno. W każdej chwili mogę coś zmienić, w każdej sekundzie mogę postanowić coś nowego. Nie potrzebuję do tego 1 stycznia, poniedziałków czy każdego pierwszego kolejnego miesiąca. Daje to swoistą wolność i niezależność, ale też zostawia mniej złudzeń – to ja, we mnie są problemy i 1 stycznia ich sam, z jakaś cudowną magiczną mocą nie rozwiąże.

Zeszły rok minął pod hasłem samowiedzy. Trudne to, wnioski mało optymistyczne, brak prognoz. Nigdy nie dowiedziałam się o sobie tyle, w tak krótkim czasie tak jak w tym roku. Wiedza tajemna, obciążająca. Trzymam ją jak gorący węgielek. Mały, ale skubaniec tak parzy, że mam ochotę go wyrzucić. Nie mogę, muszę czymś ogrzać pokój, więc trzymam, przekładam z ręki do ręki, chucham i dmucham na niego i nie wypuszczam.

Z zeszłego roku przeszło jedno wydarzenie, co daje nam 3 gigantyczne przedsięwzięcia – remont, ślub, Grenlandia. Do tego należy dopisać kilka mniejszych i daje to olbrzym wycisk emocjonalny i finansowy. Mam nadzieję, że jakoś to przetrwam.

Było też kilka strat, jedne ważne drugie mniej. Są też te najważniejsze. Będzie też kilka strat.

Dzisiaj, od kilku dni, czuję się rozlazła, przelewam się, tracę formę i przeszkadza mi to. Muszę kilka rzeczy ogarnąć. Uczę się też odpuszczać, ale nie do końca wiem, co odpuścić a co nie. Czuję, że czasem jest to ponad mnie i mam wyrzuty sumienia.

2017.

Naprawdę, to już z 15 lat.

Jak ten czas leci.

Aha, i  w tym roku będę mieć 3 z przodu. Czy to coś zmieni ?

7 października 2016

Nie wracam zbyt często do tego, co było na zgrupowaniu, fakt.

Kiedy, jednak już wrócę, to po co to robię? Wydawało mi się, że po to żeby zobaczyć czy wzbudza to jeszcze we mnie takie emocje. Okazuje się, że już nie. Czy oswoiłam się już z tą myślą, czy ona we mnie pracuje ? Pewnie tak, choć dzisiaj natchnęła mnie taka myśl…

Działa niezawodna pamięć. Moja ratowniczka, nigdy mnie nie zawiedzie. Po prostu zapominam.

Czy czuję ulgę, że już pamiętam słabiej ?

Nie.

Ja robię ten eksperyment bo chcę to poczuć jeszcze raz, z taką mocą i siłą. Chcę żeby mnie o znów przywaliło. Chcę znów poczuć siebie na 200%.

Generalnie czuję się przyblokowana, nie dopuszczam siebie do siebie. Dużo myślę o sobie, ale blokuję emocje z tym związane. Tamto uczucie było orzeźwiające w swej ciężkości.

28 września 2016

Używam słowa „bardzo samokrytyczna” choć zawsze mam na końcu języka „uprawiam zawzięte samobiczowanie”. Ciekawe, dlaczego nie nazywam tego tak przy ludziach. Może zbyt ostro, może chcę sobie zostawić drogę odwrotu? Ciekawe, że nic tu nie napisałam po przyjeździe. W końcu to, co tu napiszę zaczyna istnieć. Może nie chcę żeby to zaistniało? Nie wracam też do tego zbyt często pamięcią. Zatem… Mimo tego, że ludzie dają mi wiele wsparcia, więc muszę być tego warta, to ja siebie nie potrafię przytulić, gdyż uważam, że nie zasługuję na bycie przytuloną.

Poszło.

Wiedziałam, że tak jest, ale przyznanie się do tego przed obcymi ludźmi było…

No właśnie, jakie? Czułam się jakby orzywaliła mnie lawina kamieni. Nie ma oddechu, nie ma przestrzeni, to już koniec. Z drugiej strony było to oczyszczające i wyzwalające. Jak Feniks z popiołów.

Poczułam, że nazwanie czegoś i wypowiedzenie tego na głos naprawdę przynosi ulgę. Nie mam pojęcia co z tym zrobić, ale już czuję się silniejsza.

Niestety, mam żal i nie potrafię, nie chcę go skrywać.

Matka.

Mam też lęk, kogoś stracę. Jeśli tak ma być, to niech będzie, ale jeśli to tylko moja wina, to nie wybaczę sobie tego. Muszę działać.

28 lipca 2016

Czasem przeglądam tego bloga. Wertuję stare wpisy i niezmiennie przewijają się dwa wątki.

Zawsze chciałam być kimś innym i przez cały czas lękam się, że coś mi ucieknie, że nie jestem w stanie zgromadzić wielu doświadczeń, że będę tylko biernym obserwatorem. Całe życie boję się, że będę żałować tych wszystkich chwil, w których nie wzięłam udziału, bardziej niż tych złych konsekwencji, które musiałam ponieść, gdy coś zrobiłam źle.

Całę życie ważne jest dla mnie działanie, choć nie działam. Ten paradoks mnie męczy i nie daje żyć. Czasem powoduje, że czuję się jak w pokoju ze szklanymi ścianami. Widzę wszystko, ale nikt mnie nie słyszy, nikt nie zwraca na mnie uwagi, choć widać mnie przez przeźroczyste szyby. Nikt nie dzieli się ze mną swoimi przeżyciami i ja nie mogę na nikogo wpłynąć.

Ale przecież nie wpływam na nikogo w sposób istotny. Tego też zawsze chciałam. Chciałam żeby ktoś za mną tęsknił i żałował, że nie mam dla niego czasu. Majaki niskiej samooceny. Takie marzenia miała nastoletnia Marta.

Teraz wystarczy mi, że wpływam na jedno, dwie, może trzy osoby. Nauczyłam się, że ludzie są różni, ale są też tacy, którzy mają życie podobne do mojego. Czasem to pomaga.

12 lipca 2016

Dziś są moje 29 urodziny.

Przepatrzyłam bloga i albo skrzętnie omijałam tą datę, albo bardzo nienawidziłam tego dnia. Niezmiennie z sentymentem wspominam swoje 18 urodziny i tak już chyba zostanie, z wielu względów.

Dzisiaj, teraz ?

Albo dobre mechanizmy obronne, albo zaczęłam się godzić z pewnymi rzeczami.

Więcej lat, większa wiedza, więcej doświadczenia, droższe prezenty, bardziej określone cele ? Czy to są wyznaczniki zmieniania się ? Jeśli tak, to zmieniam się. Jeśli to nie to, to nadal nic nie wiem o życiu.

 

100 lat, Marta

12 lipca 2016

Czuję, że tracę ludzi, ważnych ludzi i to podstępne uczucie utraty co jakiś mnie nachodzi i powoduje, że mam ogromne wyrzuty sumienia. W sumie nie wiem dlaczego. Nie widzę żadnych starań po drugiej stronie, a jednak biorę to na siebie i siebie obarczam odpowiedzialnością.

Ciekawe, kiedy z tym skończę ?

Nie wiem co się dzieje. Nie zaglądałam do wnętrza już od jakiegoś czasu. Nie pamiętam, kiedy naprawdę zrobiło mi się smutno i kiedy było mi przykro. Czasem odbijam się od tego kim chciałabym bym być a jaka nie jestem, jak od przeźroczystej, dobrze umytej szyby, której nie zauważyłam. Ból jest nagły, silny, potrzebuję chwili żeby się otrząsnąć. Nie widzę szyby, zaskakuje mnie. Mam sinika, guza, nawet rozciętą brew, ale nie ma śladów, które długo byłyby widoczne. Zostaje tylko blizna, której sobie nie uświadamiam, bo zakryta.

Nie wiem czy chcę, aby te straty same przyszły i się zagnieździły. Chyba mam potrzebę wyciągnięcia ich na światło dzienne i dania im po pysku. Która się nie otrząśnie, niech idzie, widocznie przyszedł na nią czas. Może któraś zostanie (bardzo tego chcę) i nadal będę mogła czerpać i może nawet sama coś dam.

Żeby nie było, że sieję tylko defetyzm, zaliczam też wiele całkiem przyjemnych chwil towarzyskich, za które kiedyś dałabym się pokroić. Teraz podchodzę do nich z wymuszonym dystansem bo lękam się żeby ich nie przestraszyć i żeby nie zaliczyć ich do utrat. Cieszą mnie, ale ciii, nikomu się do tego nie przyznam.

Nie jest idealnie, nie, nigdy nie będzie. Zawsze ciemność będzie koło mnie. Większa, mniejsza, bardziej lub mniej czarna, ale będzie.

10 marca 2016

To jest ten moment.

Przekroczyłam swoje granice. Muszę sobie strzelić mowę motywującą, bo nie daję rady.

Trudne 3 tygodnie przede mną. Później jeszcze tylko 4 miesiące. Jeśli dożyję, to będzie to mój mały sukces. Przekroczyłam granicę. Czy jestem z tego dumna ? Nie wiem. Jestem w miejscu, gdzie mam już  poczucie, że ten wysiłek, ten wycieńczający stan permanentnego zmęczenia mnie za chwilę wykończy i pieniądze nie są już wystarczającym motywatorem ani rekompesatą.

Mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Teraz, już, z tej chwili. Mam ochotę powiedzieć, że nie zrobię już ani jednej rzeczy więcej. Muszę analizować, że dzięki temu poświęceniu, które przecież ma swój określony w czasie koniec, będę mogła zrobić inne rzeczy. Czuję, że przez ostatni rok stoję w miejscu poznawczo, ale robię to w przeświadczeniu, że to zaowocuje. Nie nadrobię straconego czasu, nikt mi już nie zwróci tych rozmów, które mogły być pełniejsze, głębsze, ale mam nadzieję, naprawdę w to wierzę, że wszystkie kolejne osoby, rozmowy, doświadczenia będą przeżywane głębiej. Dlatego, że dużo poświęcam żeby tak było.

Wszystko przeliczam na ilość snu i odpoczynek. Inna miara przestała dla mnie już istnieć. Podziwiam tych ludzi, którzy ciągną dwa etaty i wychowują dzieci. Nie mam pojęcia, jak oni dają radę.

Marta, robisz to dla większej sprawy. Pamiętaj. Skutki tego przerosną Twoje oczekiwania.

Paradoks życia polega na tym, że teraz mam dużo pieniędzy i nie mam czasu. Kiedy odzyskam czas, stracę pieniądze. Będę się czuła jakbym znów cofnęła się do tyłu, o krok.

Gdzie jest złoty środek, dzisiaj mi go brakuje.

I jeszcze na koniec mi się przypomniało…jak słabo mam przepracowane pewne rzeczy, jak świetnie je wypieram i jak szczęście innych mnie wkurwia. Nie jestem dobrym człowiekiem i nigdy do tego nie aspirowałam. Nie chcę dawać siebie innym, tak jak to rozumieją idealiści. Wybrałam takie życie bo fascynuje mnie szaleństwo, a nie chęć pomagania. Wszystko jest podszyte egoizmem.

24 stycznia 2016

Może czas już zrobić coś dla siebie ?

Może warto już wsłuchać się w siebie ?

Nie staje się coraz młodsza. Czas leci. Nie jestem w stanie krzyczeć „chwilo trwaj, jesteś piękna”. Chwila popuka się w czoło o powie „uciekam, byłam tylko chwilą, już mnie nie ma”. Chwilowo, brak też takich chwil.

Uprawiam martylologię, swoją własną, prywatną, trudną i przepełnioną patosem. Jestem w tym dobra i jeszcze próbują zarazić nią bogu ducha winne osoby. Nikt nie chce ze mną w niej uczestniczyć, ale ja uparcie szukam kogokolwiek. Kogoś, kto się nade mną pochyli i powie, że życie jest trudne i niesprawiedliwe. Czy to źle ? I tak, i nie. M. ma rację, że nie chce mnie „głaskać” wtedy po głowie. Czuje, że tak tylko pogłębi moje czarnowidztwo i ma rację, ale ja się nigdy do tego nie przyznam. No chyba, że o tym tutaj przeczyta. Mój mosochistyczny pierwiastek tego potrzebuje.

Jestem rozczarowana…choć nie powinnam. Nie doceniam tego, co mam…choć powinnam. I znów akcenty porozkładamy się nie ta, gdzie trzeba. Jak sobie poradzę z tym, kolejnym, kryzysem, to znów będę z siebie bardzo dumna, zostanę swoim prywatnym bohaterem, przez chwilę pocieszę się tym jaką jestem niezależną i dzielną kobietą, a później znów przyjdzie kryzys.

I tak w kółko.

Czas spojrzeć do przodu, droga Marto. Nikt nie będzie stał razem z Tobą, a już na pewno nikt nie będzie się cofał. Oczywistym jest fakt, że nie mam bladego pojęcia, co będzie w przyszłości, ale nie potrafię żyć z dnia na dzień. Muszę mieć jakiś wyznaczony cel.

Zauważyłam, że mam taki odruch, że jak ktoś mi opowiada o swoim planie na życie, to mam takie uczucie, że ja też tak powinnam, że to jest lepsze. i dopiero w drugim odruchu mam coś takiego, że dochodzę do wniosku „nie, to nie dla mnie”.

Widzisz i nie grzmisz.

22 stycznia 2016

Dlaczego?

Po co ?

Z jakiego powodu ?

Co mi to daje ?

Jakie mam z tego korzyści ?

Czemu ?

Po jakiego chuja ?

Kurwa !!

Czuję się, że moja głowa się rozpada. Czuję, że moja emocjonalność wisi na włosku. Czuję się jak poskładana z cegieł, tylko nikt nie pomyślał o zaprawie. Mur pada. Od jakiegoś czasu przyjmuję różne bodźce, mocno naładowane emocjonalnie i nie daję już chyba rady. Załamuję się.

Coś musi się skończyć żeby zrobić miejsce czemuś innemu, bardziej rozwojowemu, tylko tak przyzwyczajam się do starego syfu, że trudno jest mi się z nim rozstać. Mówi się, że lepiej siedzieć w gównie, które się zna niż iść w nowe. Nie prawda. Ludzie z tchórzostwa siedzą w starym smrodzie. Czasem się uzależniają albo trwają w iluzji, że coś co kiedyś wyglądało jak diament nadal błyszczy. Mają klapki na oczach i nie widzą, że to jest już tylko kawał zardzewiałego, przegniłego żelastwa. Uczepiłam się jakiejś zjawy i trzymam się jej kurczowo, absolutnie nic z tego nie mając.

Z moją samooceną jest kiepsko, z moim poczuciem tożsamości jest kiepsko, czuję, że z moją psychiką jest kiepsko.

Nadmiar energii muszę na coś wykorzystać. Kiedy zastanawiałam się na co ją przeznaczyć, to oprócz tego, że jestem teraz w obcym mieście doszłam do zaskakującego wniosku. Nie wiem, na co mam ją przeznaczyć. Oprócz pracy nie mam nic. Nie mam żadnych zainteresowań, hobby, ludzi, samozaparcia.

Kurwa !!


  • RSS